Historia pewnego miecza…

Była sobie wioska w dawnej Japonii. Dookoła stały piękne, tradycyjne domy otulone drzewami wiśni. Wszędzie panowała harmonia i spokój. Było to miejsce niezwykłe, gdzie powstawały miecze samurajskie. I właśnie tam, od wielu wieków, dwa stare rody rywalizowały ze sobą, który z nich wykuje bardziej szlachetny i bardziej trwały miecz. Miecz, który da sławę i ukaże najwyższy kunszt w ich tworzeniu. I jak co roku, tuż przy wiosennym przesileniu, dwa rody rozpoczęły ze sobą rywalizację. Tym razem do konkursu wystawiono dwóch młodych mężczyzn, którzy zaczynali dopiero prawdziwą sztukę wykuwania mieczy.

Po 20 latach nauki dane im było startować w tej rywalizacji, by je wykuć. Obaj mężczyźni z szacunkiem przywitali się ukłonem i rozpoczęli swoją pracę. Wspólnie zbudowali ogromny piec, w którym przez dziesiątki godzin wytapiali surowiec do wyrobu swego dzieła. Gdzie z aptekarską uwagą i dokładnością dorzucali poszczególne składniki i utrzymywali właściwą temperaturę. I gdy powstał już właściwy materiał, zaczęto wykuwać owe miecze. Jeden z mężczyzn kuł go wiele godzin. Pracował bezustannie wiele dni i nocy nie zwracając uwagi na swoją fizyczność, na swoje zmęczenie. Najważniejsze dla niego było to, by stworzyć coś doskonałego.

Drugi z nich zaczął też kuć miecz, ale kuł go tylko od wschodu do zachodu słońca. I gdy słońce witało się z księżycem, mężczyzna dziękował za cały dzień, dziękował temu co wykuł i udawał się na spoczynek. W wiosce zaczęto mówić o nim, że ma bardzo lekceważące podejście do zadania, które przed nim postawiono. Mówiono, że ten pierwszy mężczyzna jest bardziej poświecony swojemu celowi. I nie rozumieją tego, jak to można pójść w sen, gdy cel jest tak „święty” i taki ważny.

Upływały dni. Pierwszy z mężczyzn, który kuł miecz bezustannie, był już bardzo blisko osiągnięcia swojego celu. Miecz drugiego z nich, który pracował jedynie w dzień i odpoczywał w nocy, był daleki od ukończenia. Mogło się wydawać, że jego cel był tak odległy, tak jak zwycięstwo w tym konkursie. Mężczyzna nie zrażał się tym i z uwagą uderzał miecz punkt przy punkcie, z radością na twarzy, z zadowoleniem,a jego ciało oddychało tym co robi.

Pierwszy z mężczyzn opadł już dawno z sił, wykuwając swój miecz bez przerwy. Jego uderzenia były coraz słabsze a fizyczność coraz częściej odmawiała mu posłuszeństwa. Mięśnie spuchły, ręce drżały od wysiłku, a cała wioska mówiła „On poświęca się dla swojego celu. On jest prawdziwym mistrzem i to jest ten, który na pewno wygra. To jest ten, który szanuje tradycję swojej rodziny i poświęca swoje ciało”.

I mijały tygodnie. Pierwszy mężczyzna skończył swoją pracę. Niestety wraz z ostatnim uderzeniem młota, jego ciało wyłączyło się. Padł nieprzytomny obok miejsca swojej pracy, a medycy zaczęli go leczyć. W tym samym czasie drugi z mężczyzn, wykuwał swój miecz jeszcze przez wiele, wiele dni. Jego praca wydawała się nigdy nie kończyć, a on każdego ranka z pełnym uśmiechem, nie zwracając uwagi na to co mówią i jak traktują go inni mieszkańcy wsi, siadał do pracy jak do najlepszej zabawy. Jak do radości, do miłości, do sensu życia, które czuł w każdym uderzeniu młota o miecz.

Minęło kilka miesięcy i pierwszy mężczyzna ciągle leżał bez sił i był pod opieką uzdrowicieli. Jego ciało było tak zmęczone, że regeneracja całości nie była praktycznie możliwa, ale on sam był z siebie bardzo dumy. Jego miecz był doskonały, bo tak ogromny nakład siły i poświecenia nie mógłby stworzyć niczego innego. Ten miecz musiał być perfekcyjny, bo włożył w niego tyle energii, tyle pracy i tyle szacunku. Poświęcił swoją fizyczność po to by stworzyć go tak silnym.

Drugi mężczyzna zakończył właśnie swoją pracę. Wyśmiewany przez mieszkańców wioski i wykpiwany, on sam był pełen radości i szacunku do swojej pracy. Gdy po raz ostatni uderzył miecz i wystawił go na światło słoneczne, zobaczył jak jego promienie otulają ostrze i jak wiatr pieści energię z każdego uderzenia włożonego w pracę nad mieczem.

I przyszedł ten dzień. Dwóch wojowników chwyciło swoje miecze i przygotowało do skrzyżowania ich z pełną siłą. Powiedziane było, że ten miecz, który wytrzyma to uderzenie zostanie zwycięzcą. Wszyscy byli pewni wyniku, bo jakże mogło by być inaczej. Miecz pierwszego rzemieślnika musiał być najdoskonalszy, bo tyle siły i tyle poświęcenia w niego włożył. Cała wioska zebrała się, miecze były już przygotowane. Mężczyźni stali tam obok i czekali. Jeden z nich z resztkami sił, tak trudno było mu ustać. Drugi w pełni szczęśliwy, jakby nie obawiał się o to co się stanie i pogodził się ze wszystkim co się stanie.

W ułamku sekundy miecze, z pełną siłą wojowników, którzy je dzierżyli w dłoniach, skrzyżowały się. I to co się stało zaskoczyło wszystkich. Miecz pierwszego z wojowników pękł i złamał się jak gałązka na wietrze bez żadnego oporu. Natomiast miecz drugiego z nich, zachował się tak jakby w ogóle nie poczuł uderzenia. Wioska zamarła w ciszy. Mieszkańcy nie wierząc własnym oczom, zastanawiali się jak to w ogóle jest możliwe, że miecz w którym było tyle poświęcenia, uległ mieczowi lenia, lesera, człowieka któremu w ogóle nie zależało na tym co robi.

I w tym momencie ów rzemieślnik zwrócił się do mieszkańców i powiedział: – Moi bracia, moi towarzysze, mój rywalu. Składam Ci ogromny szacunek jak wytrwały byłeś, jednocześnie przykro mi bardzo, że zapłaciłeś za to aż tak wielką cenę. Lecz  pragnę byście pojęli jedną ważną naukę płynącą z tego doświadczenia. Nie ważne jest jak długo kształtuje się swój cel, oraz to co się chce razem z nim osiągnąć. Natomiast ważne jest to w jaki sposób się to realizuje. Bo jeśli coś powstaje w pośpiechu, gdy nie ma w tym miejsca na odpoczynek, na radość, na uwagę, to taka rzecz, taki cel, nie będzie trwały. Będzie kruchy przez te właśnie zaniedbania. Tylko cel w którego duszy jest radość, uwaga, wypoczynek. Tylko taka rzecz, która ma w sobie równowagę między odpoczynkiem a pracą, między koncentracją a radością, między snem a świadomością może być, mocny, doskonały, nieskazitelny. Jeśli wymaga to więcej czasu, to jest to tylko z korzyścią dla celu, który się realizuje. Bo celem nie jest cel sam w sobie, ale jest nim droga i cały proces w jakim go osiągamy.

Dlatego mój rywalu ponownie składam Ci szacunek i szkoda tylko, że swoją naukę przypłaciłeś zdrowiem, a ja mogę się cieszyć z tego że jeszcze żyjesz, bo brak równowagi o której mówiłem , jest bardzo niebezpieczny. Bo kiedy zużyjesz swoją fizyczność, swoje ciało, to nigdy więcej w swoim życiu nie osiągniesz żadnego celu. Natomiast jeśli na moim przykładzie pojmiesz, czym jest praca i czym jest odpoczynek oraz jak bardzo jest potrzebny, to być może w kolejnym konkursie będziemy rywalizować jak równy z równym.

I cała wioska, w ogromnej ciszy, oddała w pokłonie szacunku cześć wielkiemu rzemieślnikowi. Od tej pory ten właśnie ród, z którego ten człowiek pochodził, zaczął tworzyć najpiękniejsze i najszlachetniejsze miecze. Tworzył ich niestety bardzo mało, bo każdy z nich tworzony był latami, w pełnej harmonii i równowadze między odpoczynkiem i pracą, między radością a wytrwałością, i każdy z nich posiadła w sobie oznakę najpiękniejszej równowagi która daje im siłę. Równowagi między tworzeniem a uwagą dla ciała i odpoczynkiem.

Autor : Joanna Lewandowska

Redakcja: Jacek Zawłocki

Ilustracja: Aleksandra Zawłocka

Wszystkie treści materiały oraz elementy graficzne umieszczone  na tej stronie  są własnością Instytutu Świadomości. Są chronione prawem autorskim, które przysługuje Instytutu Świadomości i jest utworem w rozumieniu ustawy z dnia 4 lutego 1994 r. o prawie autorskim i prawach pokrewnych (Dz. U. Nr 90, poz. 631). Żadna jej część nie może być rozpowszechniana lub kopiowana w jakikolwiek sposób (elektroniczny, mechaniczny lub inny) bez pisemnej zgody  Instytutu Świadomości