O drzewie.

Słoneczny dzień, piękna zielona polana. W powietrzu unoszą się motyle, ptaki fruwają dookoła korzystając z wolności i z otulającego ich wiatru. Chmury pieszczą słońce, a ono odwdzięcza się im przebijając ciepłymi promieniami ich mięciutkie brzuszki.
Wszystko było takie spokojne i ciche, i w ten cudowny wiosenny dzień w powietrzu krążyła drobina. Tańczyła, wirowała, bawiła się. Czuła się tak swobodna, beztroska, cieszyła się, ale krążący w okolicy wiatr miał w stosunku do niej własne plany. I ułożył delikatnie drobinę pośród źdźbeł soczyście zielonej trawy i powiedział do niej. „Zaczekaj chwilę drobino, zatrzymaj się na chwilę i proszę połącz się z ziemią”. Drobina spełniła prośbę wiatru i przytuliła się do ziemi i zrobiło się jej tak błogo, tak spokojnie, że    drobina zapadła   w  cudowny  sen. I śniła  o  wietrze, o  słońcu i  o  wodzie.

Ziemia  stawała  się coraz   bardziej miękka, a drobina podczas snu zaczęła się zmieniać i zaczęła dawać ziemi coś od siebie. Zamarzyła by poczuć znów wiatr więc zaczęła dawać coś od siebie w górę ponad ziemię. I tak z tej drobiny zaczęły wyrastać korzenie w dół, a w górę zaczęło rozwijać się pnącze, takie delikatne, łagodne i jednocześnie takie soczyście zielone. Z każdą chwilą korzenie stawały się coraz większe, a drobina czuła jak sen powoli przemienia się w rzeczywistość. I jak obudziła się ze swojego snu zobaczyła, że jest czymś innym. Zauważyła, że ma nóżki w postaci korzeni, że jej brzuch to delikatny pień i gałązki, a jej fryzurą są piękne liście. I pomyślała… – Jak to cudownie gdy czuję swoimi korzeniami, ziemię która daje mi siłę, swoimi gałązkami czuję wiatr, a liśćmi słońce, które jest tak wysoko, ale jeszcze chwila i poczuję je bardziej. I tak ta drobina trwała, zaprzyjaźniła się z ziemią, zaprzyjaźniła się ze źdźbłami trawy, motyle fruwały dookoła niej, przysiadały na niej ptaki i rosła sobie koncentrując się na sobie i było jej z tym bardzo dobrze.

Czuła, że korzenie są coraz silniejsze, że jeszcze bardziej czuje soczystą ziemię, jak gałązki przemieniają się w pień, a liście zaczynają rosnąć i jest ich coraz więcej. I myślała o sobie, że staje się taka silna, że nie jest już drobiną i że zaczyna przemieniać się w młode drzewo. Mówiła sama do siebie „- och jaka jestem piękna, coraz większa i coraz bliżej słońca” i trwała tak w samozachwycie.
I mijały dni, mijały noce, mijały miesiące i zaczęła zmieniać się pora roku. Drzewo stawało się coraz większe, lecz nie było tak duże i silne by oprzeć się wiatrowi, który wiał coraz bardziej, oraz by stawić czoło zawieruchom i deszczowi, który obijał jej pień i liście, ale nadal trwało w swojej ekscytacji.

Gdy zaczęło się robić coraz zimniej, drzewo zauważyło, że otaczająca ją zieleń zaczęła zmieniać kolory, że ziemia stała się jakby zimniejsza, a słońce świeciło coraz krócej w ciągu dnia. Drzewo zaczęło smutnieć , bo nie było już takie błyszczące i zachwycające. Nie było motyli, nie było ptaków. „- Gdzie są moi przyjaciele?”- zastanawiało się drzewo. I nastała jesień. Wszystko zaczęło oplatać się kolorami złota, żółci i drzewo zaczęło tracić liście. Zaczęło płakać zastanawiając się co się z nim dzieje. Padały pytania, dlaczego? Czy może coś źle zrobiłam? Czy coś poszło nie tak? Przecież rosłam tak rzetelnie, korzystałam z każdego blasku słońca , z każdej jego drobiny. Z każdego ciepła ziemi, z każdego szumu traw, a teraz staję się takie szare i takie jakby bez życia. Przecież jeszcze nawet dobrze się nie rozwinęłam. I drzewo tak stało i trwało i zastanawiało się co się dzieje.

Po jesieni rozpoczęła się zima. Wszystko przykrył biały puch, a młode drzewo w smutku, płakało swoimi sokami , cały czas myśląc o tym co takiego wydarzyło się że dzieją się takie rzeczy, że jest mu tak smutno i tak przykro. I że jest samo, i że jest tak pusto, że nie ma innych drzew, że nie ma słońca i że jest tyle lodu. I w tym momencie, właśnie tej wyjątkowej zimy, przyleciał i usiadł na gołych gałęziach drzewa, piękny żółtobrzuchy ptak. Zaczął tak cudnie śpiewać, a drzewo jakby napełniło się radością nie wiadomo skąd, bo przecież nie było ani słońca, nie było tych pięknych kolorów.

Drzewo słuchając śpiewu ptaka zaczęło mówić do niego. „- Hej przyjacielu, dziękuję Ci za tą radość, którą mi dałeś gdy mogłem Cię słuchać, ale może wiesz dlaczego straciłem wszystkie liście, dlaczego jest tak smutno i szaro dookoła?”. Ptak przerwał swój śpiew i zaczął mówić. „- Słuchaj mnie moje kochane drzewo. W każdym istnieniu potrzebna jest zmiana. Bo w istnieniu potrzebny jest też trud, szarość i smutek i łzy. Bo gdyby tego nie było, to czy doceniłobyś to co straciłeś?
W istnieniu potrzebne jest też zimno, bo gdyby go nie było, to czy doceniałobyś, to gdy było Ci tak ciepło gdy promienie słońca pieściły Twoje liście?”

Ptak mówił dalej.”- Moje kochane drzewo, przestań się smucić bo smutek nic nie daje i korzystaj z tego co teraz jest. Korzystaj z zimna, korzystaj z tej szarości i trwaj w niej, tak jak powinno trwać drzewo o tej porze roku. Z siłą, z nadzieją, z wytrwałością, by zrozumieć to co straciłaś i jak tego nie doceniałaś.”
Drzewo otuliło gałęziami cudownego ptaka i przez chwilę w zadumie, zatrzymało tak jakby czas w swojej okolicy. I tak trwało by po chwili zapytać ptaka: „- hej cudowny ptaku, ale czy to kiedyś jeszcze wróci? Ja już teraz wiem jak byłam zapatrzona tak bardzo w siebie i nie doceniałam tego co miałam. Tylko czy jak już teraz to wiem, to czy to wróci? Ptak odpowiedział.. „- Trwaj i trwaj w nadziei , a do nadziei dodaj siłę, dodaj coś od siebie by dać pole ku temu, by natura, by otaczająca Cię okolica dostała informację, że w Tobie się coś zmieniło”.
I odleciał cudowny ptak, a drzewo pomimo tego, że było zupełnie bez liści, pomimo oblodzenia, codziennie tańczyło swoimi gałęziami tak, by dawać schronienie wielu ptakom, które kryły się w jego gałęziach jak w domu. I przestało zastanawiać się czy coś się zmieni, cieszyło się chwilą, że może stać się domem dla tych ptaków, że puch śniegu jest taki miękki i że jego korzenie, pomimo tego, że są zmarznięte nadal dotykają ziemi i czują z nią kontakt.

I drzewo tak istniało, aż pewnego poranka zza szarych chmur wyjrzało słońce. Drzewo było tak zachwycone, bo nagle okazało się, że to słońce jest bliżej niż ono je kiedykolwiek widziało. I słońce przywitało je uściskiem takim jakiego jeszcze to drzewo nigdy nie czuło i powiedziało. „- Witaj przyjacielu, widzę że stęsknione jesteś”, a drzewo jeszcze radośniej i mocniej tańczyło swoimi gałęziami. I takich słonecznych dni było coraz więcej. W drzewie coraz bardziej zaczęły krążyć soki radości, z jego pustych gałęzi zaczęły wydobywać się pączki zielonych listków, a drzewo tak jakby narodziło się na nowo. I samo zaczęło myśleć, ze jego liście nigdy nie były tak piękne, a gałęzie tak giętkie i elastyczne. I w tym odrodzeniu pamiętało o swojej okolicy. Drzewo zaczęło rodzić kwiaty, które zaczęły dawać pszczołom nektar. Zaczęło rodzić liście w taki sposób by dać ptakom schronienie. Każdego dnia dawało tyle od siebie ile otrzymywało od otaczającego je środowiska.
Mijały dni, a drzewo myślało, że jest takie szczęśliwe bo nigdy w życiu nie doceniłoby tego co teraz ma, gdyby nie ten czas mroku, szarości, zimna i pustki. I gdy tak sobie stało to pomyślało, że ciągle jest samo i zanim jeszcze wypowiedziało te słowa, ziemia w której miało zatopione korzenie powiedziała do drzewa. „- Słuchaj mnie, za to ile energii dałeś sobie i otoczeniu, za to jak wytrwałeś ten ciężki czas, gdy mogłeś stracić nadzieję i poddać się. Zobacz… przyjrzyj się trawie, a ujrzysz coś czego tak bardzo pragniesz”. Drzewo zaczęło rozglądać się i zobaczyło, że w jego okolicy są dziesiątki i setki rosnących drobin szukających się nawzajem i zaczęło mieć w sobie taką radość, że już za chwilę będą tutaj jego ziomkowie, że będą inne drzewa.

Stojąc tak i rozglądając się po otaczającej okolicy, drzewo śmiejąc się gdzieś w swojej duszy pomyślało „- Istnienie to najcenniejszy z możliwych darów. To prezent, który dostaje się od natury. I dzięki przemianom które w niej następują, dzięki temu, że raz jest dobrze a innym razem bardzo ciężko i trzeba walczyć o przetrwanie, mam możliwość docenienia tego co teraz mam. Teraz już wiem, że każda chwila z mojego istnienia, będzie pełna wdzięczności, będzie pełna radości za to, że jestem, że mogę dawać siebie i za to, że inni dają mi również radość. To na tym polega równowaga, która gwarantuje to, że szczęście może trwać wiecznie.”

 

Autor : Joanna Lewandowska

Redakcja: Jacek Zawłocki

Ilustracje: Aleksandra Zawłocka

Wszystkie treści materiały oraz elementy graficzne umieszczone  na tej stronie  są własnością Instytutu Świadomości . Są chronione prawem autorskim, które przysługuje Instytutu Świadomości i jest utworem w rozumieniu ustawy z dnia 4 lutego 1994 r. o prawie autorskim i prawach pokrewnych (Dz. U. Nr 90, poz. 631). Żadna jej część nie może być rozpowszechniana lub kopiowana w jakikolwiek sposób (elektroniczny, mechaniczny lub inny) bez pisemnej zgody  Instytutu Świadomości