Czy w dżemie siła drzemie czy może w WIZUALIZACJI ?

Cześć…

Człowiek,  każdego dnia, gdy tylko się obudzi zaczyna zdobywać doświadczenie,  jeśli tego chce oczywiście, bo można przecież w życiu ciągle spać albo z pełnym zaangażowaniem  oglądać w kablówce „fascynujące” seriale brazylijskie.

Jeśli taki człowiek ma dzieci, to one dnia któregoś osiągają wiek „dorosłości”. Tak też wiele lat temu było w moim przypadku i moje dziecię starsze, wymyśliło sobie prezent na 18- te urodziny. Otóż chciał kurs prawa jazdy. I tak się wydarzyło, że po części teoretycznej mój syn rozpoczął część praktyczną kursu. Z czym to się je, to wie tylko ten, kto miał możliwość bycia w tym doświadczeniu. Po którejś z pierwszych lekcji, zapytałem go czy już mu idzie coraz lepiej. Mina, którą mi zaprezentował, wskazywała na to, że nie koniecznie tak musi być. Porozmawialiśmy sobie trochę na ten temat, że w końcu nie od razu Rzym zbudowano i że to tylko kwestia czasu i zdobycia odpowiedniej ilości doświadczenia, bo przecież ani Michael Shumacher ani Robert Kubica nie od razu zostali mistrzami kierownicy.

Dyskusja nasza trwała jakiś czas jeszcze i potoczyła się dalej w kierunku nabywania doświadczenia. I tak sobie siedziałem i myślałem, że przecież nie dam mu samochodu, a warto by było zrobić coś, co mogło by poprawić jego samopoczucie i ograniczyć ilość stresu podczas jego lekcji nauki jazdy.  I przypomniał mi się wtedy eksperyment który został przeprowadzony na jednym z amerykańskich uniwersytetów.  Celem eksperymentu było pokazanie wpływu wizualizacji na osiągnięcia sportowe, a konkretnie w tym przypadku chodziło o koszykówkę. Prowadzący doświadczenie podzielili grupę studentów na 3 zespoły. Na samym początku każdy z uczestników  wykonał określona liczbę rzutów w celu określenia poziomu wyjściowego. Pierwsza grupa została grupą kontrolną, która nie robiła nic w celu poprawy swoich wyników. Druga grupa studentów codziennie ćwiczyła rzuty do kosza przez określony czas. Trzecia grupa natomiast wyobrażała sobie tylko, że jest na sali gimnastycznej i takowe rzuty wykonuje, w takiej samej jednostce czasu.  Gdy na zakończenie eksperymentu doszło do testu porównawczego i okazało się, że grupa ćwicząca na sali i grupa studentów pracujących z własną wyobraźnią osiągnęła porównywalną poprawę wyników w stosunku do grupy kontrolnej.  Interesujące musisz przyznać prawda?

I można by zadać sobie pytanie, czy komuś udało się oszukać własny mózg?  Z zewnątrz tak to może wyglądać, natomiast nie było w tym nic nadzwyczajnego. Nasz mózg ma taką właściwość, że jest mu bez różnicy czy coś wydarzyło się w rzeczywistości czy to pozostaje tylko w sferze naszej wyobraźni. Więc jak dostaje informacje, że trenuje rzuty do kosza, to dla niego oznacza to nic innego jak trenowanie rzutów do kosza.  Pamiętaj o dość ważnej rzeczy, że  to nie jest żadna magia i nie da się zostać na przykład pilotem myśliwca tylko poprzez wyobrażanie sobie tego. Aż tak cudownie to nie działa. Parę razy zdarzyło mi się w życiu takowy sprzęt pilotować wiec wiem co mówię. W tym kontekście możesz zdać się na mnie. To nie takie hop siup. :).

Natomiast sam proces wyobrażania sobie czy wizualizowania określonej sytuacji, daje mózgowi możliwość nabrania doświadczenia. Zapewne zaparzanie herbaty nie wywołuje u Ciebie drżenia rąk, przyspieszonej akcji serca, czy spoconego czoła. Miałeś okazję to tyle razy robić, ze masz w tym kontekście doświadczenie, robisz to z łatwością i nie robi to na Tobie żadnego wrażenia.  Inaczej rzeczy się mają gdy masz zrobić coś nowego i ten pojawiający się dreszczyk: jak to będzie, czy dam rade, czy będę potrafił itd. W takich przypadkach wizualizacja może okazać się bardzo pomocna. Bo możesz zawsze „poćwiczyć” dane zagadnienie wcześniej, albo później jak już się dowiesz jak daną rzecz czy czynność wykonywać.

I właśnie, żeby mojemu synowi było łatwiej, zrobiliśmy jedno ćwiczenie z wizualizacją wspólnie ( ja go prowadziłem werbalnie), a później on sam „jeździł” we własnej głowie. Czerwonym „punciakiem”. Ćwiczył tak tylko dwa dni i gdy wrócił z kolejnej lekcji jazdy na moje pytanie „jak było?” z uśmiechem mi odpowiedział, że się nie spodziewał, że to tak fajnie zadziała.

To prawo jazdy to był tylko przykład. Ty oczywiście możesz sobie zastosować to do jakiegokolwiek kontekstu, który jest Ci potrzebny. Jest to bardzo prosta i bardzo skuteczna metoda, którą w bardziej rozwiniętej formie można stosować na przykład do programowania własnych celów.

Taką wizualizację możesz zawsze wzmocnić poprzez nadanie obrazom większego spektrum barw, poszerzeniu ich głębi,  wrzuceniu tam jak największej ilości przeróżnych elementów, wrzuceniu dźwięków, zapachów i emocji  oraz czegokolwiek co wg Ciebie może być przydatne. Masz tam być naprawdę. Im bardziej się do tego przyłożysz tym efekt końcowy będzie lepszy.

Pozdrawiamy